Konie! Leczcie się same!

W kwietniu jeszcze parę razy wsiadłam na Brokata. Było cudnie, Brokat się tak fajnie rozluźniał, mimo długiej przecież przerwy.
Ale było koszmarne błoto, bo przecież zima trzymała długo. Ba, nawet w kwietniu były śniegi. 
No i pech chciał, że wszystko, jak jeden mąż, się roztopiło, woda nie miała gdzie spływać i wsiąkać. Stało się.. zalało nas…  To był widok zarówno piękny, jak i tragiczny… 
Ponieważ wiele rzeczy już się na mnie nakładało, i choroba koni, choroba Bruna, wieczny kk Neli, brak poprawy mimo leczenia, potem jeszcze to rozlewisko – byłam gotowa oddać Dracenę do fundacji, a Brokata wstawić do pensjonatu, jedynego słusznego.
Biłam się z myślami wszelakimi. Co zrobić, jak to będzie wyglądało dalej?
Koniec końców, puściłam konie na większy padok. Niech się rehabilitują i leczą same sobie. Skoro ja nie dałam rady, ani klitki także nie pomogły, to teraz będzie zimny wychów. 
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>