Czas na powrót

Taak, chyba tu wrócę…
Mam nadzieję, że nie będzie to chwilowy powrót ;)

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Wizyta Julii..

W tygodniu wzięłam Brokata we wtorek i w piątek na linę. 
Ćwiczyliśmy sobie różne przejścia na energię. Nic wielkiego, byle by się tylko ruszyć. 
Wczoraj natomiast była u nas Julia, która prowadziła zajęcia w ramach praktyk – niedawno została Parelli Instructor *. Dzięki Kasi i Beacie mogłam skorzystać z takiej szansy ;) 
Popatrzyła na początek co umiemy, bo nie potrafiłam nawet określić naszego poziomu. Powiedziałam, że Brokat miał kontuzję i że długo nic nie robiliśmy, a jeśli już, to bardzo nieregularnie. Jak na 5 lat w temacie, to wg mnie niewiele umiemy, mamy braki i stoimy w miejscu już dość długo. Ale na własne życzenie.. Więc czas to zmienić !
Na tej sesji ćwiczyliśmy komunikację na długiej linie. YoYo, przestawianie przodu i zadu oraz chody boczne. O ile na krótkiej linie wszystko jest okej, to na długości kieeeepsko nam to idzie. Muszę wypracować też delikatność faz.
Jula na moją prośbę, skomentowała ogólnie naszą parę tak:
myślę, że bardzo dobrze wam idzie, szczególnie zważając, że Brokat miał kontuzję i że pracujesz z nim nieregularnie. dałabym wam mocny poziom 2/początek 3. tak jak ci mówiłam musisz skupić się na precyzji i udoskonaleniu faz, których używasz. to są takie szczegóły techniczne, które robią wielką różnicę w całym obrazku, ale naprawdę zaprezentowaliście wysoki poziom i brakuje ci takich malutkich rzeczy, a w ogóle Brokat jest cudny 
Cieszę się, że nie było tak źle, jak mi się wydawało. Żałuję, że nie mogę pozwolić sobie na regularne, konkretne lekcje. Może w przyszłości… 
Niebawem powstanie oficjalna strona Julii, więc na pewno pojawi się w linkach.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Odwiedzinowo…

W zeszłą niedzielę, popołudniu, wybrałam się w odwiedziny do Kasi. 
Było jak zawsze miło i sympatycznie. Konie pasły się na ogromnej przestrzennej łące, spokojnie, leniwie. A my sobie plotkowałyśmy ;) Pochodziłyśmy po Jej włościach, zrobiłam kilka zdjęć… 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Chwila przyjemności…

W niedzielę postanowiłam wsiąść na Brokata z samego rana. Przed upałem, przed robalami i przed konio-żernymi traktorami.
Na początek poprzestawiałam trochę konia przed stajniami. A co, niech sobie nie myśli. Trzeba było podciągnąć popręg. Wsiadłam, pojechałam na łąkę obok padoku z Draceną. Pokręciłam się między choinkami, które o dziwo przestały być straszne. Mało tego – ptaszki wylatujące z trawy tuż przed kopytami Brokata, były totalnie olewane przez mojego konia. Wyjechaliśmy sobie na wyimaginowaną ujeżdżalnię na piaskach. Wyjeżdżanie niewidzialnych narożników w stępie było całkiem do zrobinia, problem pojawił się przy kłusie. Tak samo ‚ściany’ – ciężko było nam utrzymać linię prostą. Ćwiczyliśmy sobie przez kilka minut opanowanie powyższego. Potem chwila stępa ze zmianami kierunków, kilka kroków chodów bocznych. Potem ćwiczyliśmy w połowie ścian zatrzymania z kłusa i przejścia ze stój do kłusa. Nie było to idealne, ale dobre - jak na nasze zaległości i braki.
Zagalopowałam także na obie nogi, po dwa razy po dwa duże koła. Tak po prostu, bez wymagań, dla chwili przyjemności… Ale wiem, że w galopie jesteśmy malutcy, zaczynając od samego zagalopowania, sterowności, na przejściach w dół kończąc (chociaż przejścia – nawet do stępa - są najbardziej wyćwiczone). Myślę, że na początek pójdą pod młotek zagalopowania.
Chciałabym nas wyćwiczyć do brązowej odznaki, potem srebrnej i innych elementów ujeżdżenia i prostych programów. Byłoby miło coś umieć ;)
Na końcowy stęp wybraliśmy się polną drogą w stronę strumyczka. Gdy już prawie byliśmy u celu, słychać było nadjeżdżający traktor. Grzecznie zrobiliśmy w tył zwrot i wolnym stępem oddalaliśmy się od zagrożenia. Brokat co chwilę chwytał trawę, nie zważając na wyjeżdżający zza krzaków, pokazany przeze mnie traktor…
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Konio-żerne traktory…

Ostatnio dużo się dzieje. Nawet kilka całkiem pozytywnych rzeczy. 
Na koniec czerwca pisałam o sąsiedzkiej stajni. Niestety – nie zadzwonili :( Może jeszcze zadzwonią, chciałabym…
W ciągu tygodnia w zasadzie niewiele się działo, bo wiadomo – praca. I dojazdy. Brak siodła, więc brak też jazd… Wieczorami mnóstwo komarów na nic nie pozwala. To jest straszne!
W piątek Nocka okulała. Nie stawała na łapkę lewą tylną. Bidunia, ale mimo to chciała koniecznie na dwór!
Weekendowa pogoda dopisała. Było cudnie. Ciepło, ale nie było skwaru. W sobotę ogarnęłam wszystko rano – lubię się zmobilizować i rano posprzątać boksy i ogarnąć stajnię. Konie chciały na łąkę, zanim jeszcze przyleciały gzy. Potem na spokojnie kawka, śniadanko… Ogarnęłam trochę w domu. Wczesnym popołudniem przyjechała Marta z Moniką. Monika pożyczyła mi siodło, gdyż jak się okazało, nie udało się mojego jeszcze naprawić. I może to potrwać… Więc dobre Duszyczki się zlitowały nade mną. Całe szczęście, że siodło nawet pasuje na grzbiet Brokata. Niestety dobre Duszyczki bardzo szybko się zmyły do swoich konisk. 
Popołudniu korzystając z okazji posiadania siodła, wsiadłam na Brokata. Na początku było fajnie, stępował dość luźno, jak ostatnimi czasy, sterowność poprawna. Jednak Dracena miała chyba gorszy dzień, przez co biegała na padoku i przeraźliwie rżała do swego ‚męża’. Dodatkowym bodźcem były traktory na okolicznych łąkach. Oczywiście Brokatowi się udzieliło, traktory stały się potworami (i co z tego, że były jakieś 500m od niego), przecież takie strachy pożerają konie! Stwierdził, że jednak wraca do stajni i stopniowo chciał mnie wywozić nerwowym krokiem. Zsiadłam, powiedziałam, że tak się bawić nie będziemy. Pokłusował na linie, trochę się motał, gapił, ale reagował na polecenia, zmiany kierunków, pseudo-liście, zatrzymania i ruszania i jak trochę ochłonął, wsiadłam ponownie. Jednak znowu stał się spięty i ‚koguci’, dodatkowo słychać było daleko kład albo motocykl.. Gdy pojawiły się jego światła, zsiadłam ponownie. Gapiliśmy się na te konio-żerne traktory i na kłada, który chyba chciał pojechać przez moją łąkę, ale zdziwił się, że powstało ogrodzenie i przejścia nie ma. Odjechał. Traktor też, na dalszą łąkę. Brokat odpuścił. Wsiadłam, ostatnia szansa, pomyślałam. Robiłam koła i zmiany, żeby zająć jego głowę, zbliżając się nieco do naszego pastwiska. Kręciłam się między sosnami. Dracena odpuściła nieco, Brokat rozluźnił się na tyle, że zaczął sięgać po trawę i na luźnej linie robiliśmy slalomy wokół choinek. Nawet zakłusowałam po dwa koła w każdą stronę wokół jednego drzewka. Zrobiliśmy duży łuk stępa na piaskach, i wróciliśmy do stajni. 
Cóż, bywa i tak, że jest ten gorszy dzień…

Moja krzywa gęba, fot. Marta:

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Tydzień po tygodniu..

Czerwiec podsumuję krótko. 
I tydzień: akcja organizacji siana na już; Dracena – obrzęk PT (ale w sumie samo przeszło); spotkanie (niewypałowe tak w ogóle) w Anka Rancho.
II tydzień: rozpoczęcie kropelkowe u Neli (bez efektu); oprowadzanki na festynie w Wiązownej; dwa transporty ziemi na podwyższenie przy stajni (ogłaszam się bankrutem); poznanie Pauliny, która ma zająć się Draceną :)  opuchlizna LT u Draceny…
III tydzień: we wtorek wsiadłam sobie na Brokata! wow, po ładnych kilku tygodniach nic nie robienia, był mega grzeczny na polu ;) zachciało mi się więcej :) W czwartek wzięłam go na linie na piaski, ale nie możliwością było tam wytrzymać przez wspaniałe komary. A w piątek lało. Za to w weekend wsiadłam, byłam wniebowzięta i było cudnie (tak niewiele do szczęścia trzeba, powozić się kilkanaście minut stępem). Zakłusowałam na sodłownie 5 minut, niemożliwe, że on się tak rozluźniał! Również w niedzielę ;)
W sobotę odwiedziła nas Kamila, połaziłyśmy po chaszczach. A w niedzielę była Paulina, jednakże przesiedziałyśmy w boksach, gdyż rano była burza…
IV tydzień: ponownie wsiadłam we wtorek. Pojechałam dalej na piaski i niesamowicie miło mi się ‚woziło’. Brokat rozluźniał się, jakbyśmy codziennie tam ćwiczyli. Jest super! Postanowiłam zabrać się za siebie i Brokata, bo to tak nie może być, że nie ćwiczymy. W środę jednak Bruno odgryzł przystułę, więc siodło wylądowało u Marty na zszyciu… nie wiem do kiedy :(
W ten weekend porobiłam jakieś drobnostki, więc nie odczułam pracy.  Pogoda dopisała, tym większy żal, że nie mam siodła. Ale za to wczoraj wybrałam się na wycieczkę rowerową. 
 
Dziś rano ogarnęłam konie i boksy, przyjechała Paulina i poszłyśmy na spacer z końmi. Było miło :) 
A popołudniu pojechałam zaznajomić się ze stajnią, która jest o 5 minut drogi rowerem ode mnie. Trzymajcie kciuki o zdany test i za owocną współpracę. 
Kilka zdjęć z wczorajszego poranka:
 
 
 
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj