księga gości


2012
maj
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
styczeń
2010
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik






Kolejny uraz :/

Żeby nam było mało, Brokat się podbił tydzień temu. Na drugą nogę przednią... koszmar. 
Kolejna wizyta weta.. a teraz jeszcze musi przyjechać kowal, bo po tygodniu Brokat nie przestaje kuleć - trzeba znaleźć ropę. 

Masakra... kiedy to się skończy??

Pobawiłam się z nim dzisiaj w 7 gier. Zrobiliśmy szybko wszystko w stępie... cudnie to wychodzi. Już zapomniałam jakiego mam zdolnego konia. A raczej wyuczonego.. wystarczy, że stanę do ćwiczenia i on już wie co ma robić. Cudowny :)

Kilka dni temu pobawiłam się z Draceną. Była bardzo elektryczna, jakby w ogóle nie znała carrota. Nie wiem co się stało, czy zmiana pogody tak na nią wpływa czy moja energia. Starałam się wyciszyć ją i jak najniższą energią działać, ale ona była nakręcona. Uciekała, nic nie chciała gadać. 
Dzisiaj było nieco lepiej. Pożuła, pomemlała. Zrobiłyśmy kilka gier w tym dwie ostatnie, przeciskanie i chody boczne. W prawo idzie jej lepiej jak w lewo z chodami. No ale wyćwiczy się. Yoyo w obie strony pozytywnie. Okrążanie w stępnie też możliwe do zaakceptowania. Musimy ćwiczyć jeża na zadzie, bo nam nie idzie. I cofanie "herbatką". Zgięcia boczne głowy dobrze. ZObaczymy co będzie dalej. Trzeba będzie coś jej wymyślić nowego, żeby się nie nudziła.

Budowa stajni pod znakiem zapytania. Masakra ile to wszystko kosztuje :(




2012-05-27; 16:12:52


skomentuj (0)

..chorób i kulawizn c.d.

 

Minęło półtora miesiąca odkąd tu zaglądałam... 

Wiele też się wydarzyło..

Na początku kwietnia udało się wreszcie zdobyć kredyt. Kredyt pod konie, rzecz jasna. Kasy średnio, bo wydaków dużo więcej. A 10 lat z bańki do spłacania. No ale, coś za coś, może kiedyś będę zadowolona. Póki co zrobiliśmy drogę i zbieramy tańszy gruz i ziemię. Dlatego tak długo to trwa, bo czekamy. Niebawem, mam nadzieję, zacznie rosnąć wiato-stajnia. No i wiata na siano... W tym tygodniu ktoś ma przewieźć drągi na ogrodzenie pastwiska. Muszę zamówić drut, linkę, taśmę i plastikowe paliki na ogrodzenie. Ale nie wiem ile trzeba, więc muszę to omówić. Przydałoby się wykarczować krzaki przy płocie. W ogóle przydałoby się, żeby sąsiad zrobił ogrodzenie i rów odprowadzający wodę... no ale tego nie przeskoczę. On czeka na pozwolenia, mam nadzieję, że szybko je dostanie (jednak mam olbrzymią nadzieję na współpracę z nim...). Dostałam też pozwolenie korzystania z trawy sąsiadów, więc to też trzeba ogrodzić... trzeba mieć czym. Że też to wszystko takie drogie... 

DRACENA. Kobyłka miała padokowanie na małym padoczku przed stajnią z Brokatem. Noga jej stopniowo przestawała grzać. I dobrze, teraz jest ok. Robiłam jej masaże przez tydzień. Trzeba wrócić do tego przynajmniej raz na dwa tygodnie. Dla obu na pewno to miłe jest. Do tej pory Dracenka się obija. Ostatnio coś galopowała po padoku, bo były meszki. Obawiałam się o nogę, ale na szczęście nic nie nabrzmiała. Zawijam ją jeszcze na noc... 

Dzisiaj wzięłam ją do zabawy. Zrobiłyśmy 5 z 7 gier. Dobrze jej szło i wszystko pamiętała! Jedynie w jeżu na przodzie w lewo na początku się nie mogła odnaleźć, ale przypomniała sobie szybko. Okrążanie w stępie na dwa koła, super. Wszystko mieliła, memlała i przeziewała.

Mam nadzieję, że będę kontynuować te zabawy. Trzeba będzie wprowadzić siódmą i ósmą grę. Zobaczymy jak jej pójdzie. A potem już pójdzie z górki ;)

A, na początku maja Dracena zaliczyła pierwszą kąpiel w tym roku (w zeszłym we wrześniu trochę też ją lałam, więc była już grzeczniejsza jak ostatnio).

BROKAT. Brokatowi cały czas grzała noga. Cały czas była nabrzmiała. Zdecydowałam się podać mu komórki macierzyste w ścięgna. Ma uraz ścięgna powierzchownego zginacza palca oraz trochę głębokiego. Dostałam szansę na tą kurację... Skorzystałam, teraz czekam na efekty. Póki co minęły dwa tygodnie. Ranki na zadzie z liposukcji pięknie się zagoiły, natomiast noga wciąż grzeje i jest nabrzmiała. W pierwszym tygodniu po podaniu Brokat kulał. Treaz w stępie wydaje się być ok, ale jeszcze przed chwilą w kłusie kulał. Czekamy aż obrzęk zniknie i przestanie grzać. Wtedy nastąpi rehabilitacja. Już dzwoniłam do rehabilitantki, ma ułożyć dla niego program. 

Wczoraj dodatkowo dostał kopa od Draceny - w nogę - prawą zadnią. Stał na trzech nogach.. Od razu mu napuchł staw pęcinowy. Zlałam go zimną wodą i zrobiłam trzy opatrunki z altacetu. Dzisiaj rano już chodził swobodnie, od piętki i bez kulenia. Na szczęście obyło się bez wetów. 

Dzisiaj odrobaczyłam je. Najwyższy czas, bo Dracena zaczęła trzeć ogonem... 

Dwa tygodnie temu zrobiliśmy obu koniom zęby. U Draceny okazało się, że ma krzywy zgryz... W ogóle ona cała jest krzywa... 

KOTY. Mam nowe koty. Ze stajni. Już je mam od połowy marca mniej więcej i od tamtej pory borykam się z nimi. Nela - mała kotka jest chora. Leczymy i leczymy i coś wyleczyć się nie chce. Koci katar, zapalenie płuc... teraz odczyny po zastrzykach na skórze... No ale mam nadzieję, że będzie ok, w końcu wymaz niczego gorszego nie wykazał. Jakby co, zrobimy jej najwyżej jeszcze krew, żeby się upewnić czy nie ma białaczki kociej :( to byłaby tragedia. Nocka - matka Neli - musi jeść specjalistyczną karmę, która zapobiega tworzeniu się pisaku i kamieni w nerkach. Tylko jak to zrobić, jak ona wychodzi na dwór i wraca dopiero następnego dnia? Niewiadomo co zapolowała, co jadła... ehhh... żeby jadła tylko te chrupki, to bym się nie martwiła... 

BRUNO trzyma się dobrze. I całe szczęście. Będzie uradowany za dwa tygodnie, bo przyjeżdża badna studentów liczyc jego kości i stawy, będzie cały obmacany i wytarmoszony ;)

Konie z resztą też, tylko kotom się upiecze (koty doktorki będą macane) ;)




2012-05-13; 18:43:14


skomentuj (0)

Kulawe konie

Po trzech dniach stania i stępowania z Brokatem, puściliśmy go na mały padok. Najpierw na pół dnia, potem na ¾, a potem już na cały.
Jeszcze na noc jest zawijany, więc niestety stoi w stajni.
W ten weekend dołączy do niego na mały padok – mam nadzieję – Dracena. Na razie stępujemy się z Dracenką na lince. Raz spróbowałam z nią przypomnieć jeża, na przodzie idzie super, za to tył kuleje.
Ostatnio też w ramach stępowania ćwiczyłyśmy ruszanie i zatrzymywanie na energię równo. Zatrzymywanie załapała szybciej, ale i ruszenie się wyćwiczy. Mamy czas.
W weekend trochę się przejdziemy więcej, trochę wdrożymy zabawy, może krótkiego kłusa i puszczę ją dwa razy po 2 godziny na padok. W niedzielę, po 3 godz. I zobaczymy co będzie. Na razie noga sucha, ale nieco grzeje, Brokatowi też. Niestety nie chcą przestać. No ale cóż, to tylko musi wyleczyć czas.
Jak będzie ładna pogoda, to poproszę Brokata o zabawę w stępie, może z płachtą? Tylko nie może wiać ani padać, co chyba zapowiadają. Mam nadzieję, że to się zmieni.  

W poniedziałek mam wolny dzień, muszę załatwić wreszcie kredyt. I przy okazji zrobię zdjęcia i złożę wnioski o nowe prawko i dowód po przemeldowaniu się. Mam ogromną nadzieję, że już ruszy praca na działce, bo wciąż coś jest nie tak. Po świętach planuję wolne, może ze dwa dni, może więcej, ale musimy w końcu zacząć robić padoki.
Samo się niestety nie zrobi…  


2012-03-29; 16:14:28


skomentuj (0)

Dwa kulawe konie
Ostatnimi czasy słabo się dzieje. Jakieś fatum, czy co… ?
Jeśli chodzi o Dracenę, to od pierwszego weekendu marca cały tydzień chodziła po dwa razy dziennie stępem po 20 minut. W kolejny weekend spróbowałam zakłusowań. Było ok., jak na taką przerwę kobyłka grzecznie chodziła na linie. Było to po kilka kółeczek w obie strony, bo wiadomo, trzeba zacząć bardzo stopniowo. W niedzielę można było już zrobić mały padoczek, bo ziemia nieco odmarzła. Zrobiłam, i to chyba był mój błąd. Rozwaliła go, połamała kijki i wyszła na „wolność” większego padoku. Nie wiem czy i jak bardzo szalała, przy mnie stępowała albo jadła siano z siatki. Jednak wieczorem – jak mnie oczywiście nie było, bo byłam na spacerze nad Świdrem – konie postanowiły zdemolować ogrodzenie i poszły się paść na łąkę sąsiada. Mama z tatą, a raczej głównie tata (bo odważniejszy), skusili je na ziarna w wiaderkach do stajni, bo normalnie nie dały się złapać (wiadomo – trawa lepsza). Mam narobiła paniki, bo nie mogła się do mnie dodzwonić…
Niestety – Dracenie wieczorem zaczęła grzać noga, a następne dni była nabrzmiała. Cały czas grzeje, przez zeszły tydzień bardzo mocno, teraz mniej. Ponieważ ma już skórę podrażnioną od wcierek, pozostało mi tylko zawijanie na noc. No i dalej stoimy w boksie :(
W ten sam weekend wzięłam Brokata na linę. W sobotę już nie wiem dlaczego (pewnie przez przerwę w tygodniu, jaką miał), a w niedzielę tak wiało, że niemal głowę urywało. Więc pochodził sobie na linie, bawiliśmy się w zabawy i wszystko pięknie. W tygodniu we wtorek wzięłam go też na 15 minut liny. No i tyle na tydzień.W ostatni weekend w sobotę rano poganiałam Brokata na padoku, bo miał chęci :) aż podszedł do mnie. A później, jak sobie odsapnęliśmy chwilę, wzięłam go na jazdę na pole. Po dwóch tygodniach nie jeżdżenia i nie bycia na polu, był rewelacyjny :)
Grzeczny, równy, chętny, na luźnej wodzy pośmigaliśmy po nieużytkach w kłusie i galopie. A potem na mniejszych kołach z łebkiem w dół… super.
Pełna optymizmu byłam radośnie przekonana, że powtórzymy to w poniedziałek.  

W niedzielę miałam warsztaty z komunikacji interpersonalnej w stajni Sawanka w Truskawiu. Były fajne, podobało się. Zajęły cały dzień niestety i stety. Ale nie żałuję i chętnie bym poszła na pełniejszą wersję.

Wieczorem poszłam karmić konie i co patrzę? Brokat ! ledwo chodzi !! Kuleje na prawy przód i ma spuchnięte ścięgna! Zawinęłam go na noc i zostawiłam w boksie. A jeszcze rano było w porządku…. Musiał się chłopak naciągnąć na padoku jakoś. Nie sądzę, by brykał, może przy wstawaniu po tarzaniu, czy coś… Trochę błota jest, teren nierówny, kto wie co się wydarzyło…
W poniedziałek miałam do załatwienia kilka spraw, a popołudniu przyjechał weterynarz. Pooglądał, pomacał, popatrzył w ruchu… w stępie zaznaczał, w kłusie kulał (czyli postępowo – stęp się poprawił). Mamy chłodzić wodą i zawijać na noc. Smarujemy też naproxenem. Kilka dni, aż opuchlizna nie ustąpi, będzie musiał przeżyć w boksie. R. chodzi z nim na stępa na trochę. Jak opuchlizna zniknie, pójdzie na mały padok. Wtedy zaczniemy chodzić z kolei z Draceną.
Udręka z tymi kulawcami. I po co to było tak szaleć? Ehhh… biedaki kulawce… 

A robota u nas stoi. Jestem w fazie szukania kredytu, wyjaśniania głupich spraw. Mamy tylko rurę do przejazdu obok stawem, tylko trzeba ją wkopać i naszykować przejazd dla ciężarówek. Może w końcu coś ruszy…  

2012-03-21; 11:49:44


skomentuj (0)

wiosennie

Dzisiejszy dzień był bardzo wiosenny i pracowity (jak na niedzielę).
Oczywiście zaczęłam od karmienia koni, sprzątania kup oraz boksu Draceny. 
Potem Dracenowy spacerek. Zachowywała się grzecznie, choć nie bardzo chciała iść po mojej lewej stronie, ale koniec końców udało się ją przekonać. Postępowała sobie kilkanaście minut i do boksu niestety. Za tydzień może będzie możliwość zrobienia jej małego wybiegu, żeby mogła pobyć na dworzu. No i może zobaczymy czy mogłaby już chwilę kłusować. Teraz ziemia jeszcze nie pozwala na to, no i jej stan kondycyjny nogi.
Po obrobieniu kobyłki, wzięłam wałka. Wałek leń i nie chciał za bardzo chodzić, ale też się nie dziwię trochę, bo ziemia nie była do końca rozmarznięta. Chwilę pobiegał na lonży, ale głównie dziś się bawiliśmy w 7 gier. Leniwie i od niechcenia, więc wymagało korekt, ale grzecznie. 
Ponieważ ogarnęła mnie jakaś dziwna siła, poszłam trochę się pogimnastykować z sianem... Przerzuciłam resztę siana z początku strychu na połowę, żeby było bliżej włazu i żeby zrobić miejsce na wtorek, bo przyjedzie nowe siano. Trochę się zmęczyłam, ale dałam radę do końca :)
Przed wyjściem ze stajni jeszcze sprzątnęłam naprodukowane kupy.
W domu chwilę posiedziałam, ale nie mogłam znaleźć sobie zajęcia, więc stwierdziłam, że nie będę czekała na popołudnie i poszłam po Brokata. Osiodłałam go przed domem, i pojechałam na pola. 
Zrobiliśmy sporo stępa, na luzaku sobie dreptał, w stronę domu całkiem raźno. Potem wzięłam go na placyk za choinkami, gdzie jest piaseczek i równo i fajnie, i trochę pokłusowaliśmy. Na początku był sztywny i trochę ciągnął w stronę domu, ale udało się go trochę pokierować na ósemki i doprowadzić do opuszczania głowy. oczywiście to były momenty, z czasem będzie lepiej. To też mój pierwszy wyjazd na pole w ogłowiu bezwędzidłowym i w sumie nie było wielkiej różnicy jak na wędzidle. 
Ale muszę nauczyć się i jego delikatności na tym sprzęcie, żeby nie było przeciągania się... 
Zagalopowałam na obie strony po trzy kółeczka i potem jeszcze chwilę pokłusowałam na kołach. Na koniec pojechaliśmy też na pola na stępa. Brokat niechętnie, ale musi przywyknąć. Znowu przyzwyczai się do regularnej pracy i będzie chętny :) Tym bardziej, że zawsze dostaje chwile dla siebie - na popas. 
Po powrocie wzięłam jeszcze raz Dracenę, na kilka minut. Ziemia była już miększa, ale i tak nierówności powodują, że nie wiem czy ona idzie krzywo przez nogę, nierówności czy podniecenie spacerkowe. 

A poniżej dowody dzisiejszej jazdy :)






2012-03-04; 19:00:56


skomentuj (0)

Brokatowo wybuchowo

Ostatnio postanowiłam wziąć się za siebie i konie porządniej. Nawet mam w planach jazdę z kimś, kto mnie pokieruje z ziemi.
Oczywiście pod kątem ujeżdżenia. Tak, i musi być to osoba z dobrym podejściem, a nie "bo koń musi". Póki co mam trzy osoby do wyboru.

W związku z tym trzeba zreaktywować Brokata. Wzięłam więc go w niedzielę tydzień temu na linę i poszłam na najdalszy padok - bo był najmniej błotnisty. Brokat jednak postanowił, że tego dnia nie będzie fajny, więc przy okazji jakiegoś tam wybuchu, wyrwał mi się i pogalopował pod stajnię. No ok, poszłam po niego, jednak on okazał mi wielką niechęć i zerwał się do ucieczki. No to chłopku, chcesz biegać, to biegaj... zaczęłam go poganiać, żeby nie mógł sobie postać. Potem dał się złapać, trochę był zgrzany, ale trudno, wzięłam go ponownie na linę. Pogalopował jeszcze chwilę, postępowałam go i dałam spokój. Musiał się chłopak pozbyć energii skumulowanej przez ostatni niezbyt owocny w ruch czas. Niestety wieczorem chodził dość sztywno. Dopadły go zakwasy i trzymały ze trzy dni. We wtorek rano chwilę go postępowałam, a w środę podobno już sam z siebie biegał na padoku. Ufff... 
W czwartek korzystając z okazji, wyszłam wcześniej z pracy, więc w domu byłam o 17. Było jeszcze jasno, więc poszłam do koni. Wzięłam Brokata na linę i myśląc sobie, że troszkę go ruszę, żeby rozchodzić ostatki zakwasów... a tu proszę, koń pełen wigoru - znowu w tył zwrot i wyrwał dzidę z baranem w moją stronę. Hmmm... no cóż, nie zawsze można trafić na dobry humor lenia, który zapędzany jest do pracy... ale dość szybko dał się złapać tym razem, więc na linie chwilę pochodził i puściłam go wolno. Było już dość ciemno... więc dalsza praca nie miała sensu, gdyż nie widziałabym jego zamiarów. 
Dzisiaj natomiast pełna obaw, że dobry humor Brokata znowu da mi się we znaki, wzięłam go na linę. Ale na szczęście obyło się bez atrakcyjnych ucieczek i tym podobnych rzeczy. Chyba już powoli przyzwyczaja się, że skończył się czas laby. Postępował chwilę, pokłusował dość raźno, galopował leniwie... na koniec wsiadłam na niego na oklep w celu występowania. Był grzeczny :)
W nagrodę poszedł z nami na spacer popołudniu na pola i łąki, poskubał trochę zeschłej trawy, pokłusował na równym i niebłotnistym terenie, napił się wody z częściowo zalanego pola, i wróciliśmy. Byl grzeczny, nawet jego kłusy mi się podobały, bo głównie chodził z głową w dole. Super sprawa, mógłby być taki grzeczny już zawsze ;)

A Dracena od dziś ma spacerki w ręku. Dzisiaj było to tylko 5 minut, jutro będzie 10 i będziemy pomału wydłużać czas stępa. Jak na miesięczny areszt boksowy, to nie było źle. Chwilami się zanosiła i chciała brykać i pójść w galop, ale jakoś udało się ją opanować. Mam nadzieję, że nie będzie miała głupich pomysłów. Jutro może wezmę ją dwa razy na te spacerki, oby tylko pogoda nie była gorsza od dzisiejszej :)
Za tydzień wygrodzę jej mały padok, taki na dwa boksy, żeby nie zdołała się rozpędzić, ale żeby już sobie na słoneczku, które mam nadzieję, że wyjdzie, mogła się wygrzewać. 

A odnośnie moich planów, decyzja podjęta - muszę wziąć kredyt i podnieść ziemię u siebie pod konie. Niestety jest bardzo podmokło, więc woda stoi akurat tam, gdzie konie mają mieć wiatę i w drzewach, gdzie będą zapewne się chować przed słońcem w lecie i wiatrem/ deszczem/ śniegiem, kiedy trzeba. Nie mogę dopuścić, żeby gniły im nogi w błocie, bo to więcej zachodu potem, niż to wszystko warte. Dlatego niebawem prace ruszą i będzie widać jakiś postęp :)
A jak już padoki się ogrodzi i jak już wiata dla koni będzie, to już zupełnie będę przeszczęśliwa. Tylko stajni mi brakować będzie, niestety... 





2012-03-03; 22:26:39


skomentuj (1)

konie, ach, te konie

W dniu wczorajszym postanowiłam zadbrać o wizerunek moich szkapek.
Wieczorem spędziłam 1,5 godziny na oba stwory. Najpierw wzięłam Brokata - szczotka poszła w ruch. Jego sierść jest długa, ale na szczęście nie był za bardzo brudny. Niebawem się to zapewne zmieni, gdyż jest odwilż, zaraz będzie błoto i będzie można się pięknie wytarzać. Gdy był czysty śnieg, to konie szczotek nie widziały z miesiąc czasu. Ponieważ Brokat chodzi ciągle na dworze, kopyta ma czyste. Przejechałam jedynie szczoteczką w kopystce i polałam wodą utlenioną rowki. Najważniejszym punktem było rozczesanie ogona. Robię to rzadko, ale ponieważ zakupiłam fajny specyfik do rozczesywania ogonów, postanowiłam go wreszcie użyć. Brokat ma długi, ale prosty ogon, nie było więc problemu z rozczesaniem. Chłopak stał z opuszczoną głową w rozluźnieniu, więc sądze, że podobało mu się to. Pieknie teraz wygląda  :)
Po kolacji Brokat poszedł na siano na padok, a ja wyciągnęłam Dracenkę. Mała stojąc w boksie też jest czysta. Boks ma sprzątany codziennie plus wybierane bobki co wieczór. U niej niestety największym brudem zarosły kopyta, które solidnie wyczyściłam i spryskałam najpierw wodą utlenioną, a potem probiotykiem. Muszę tego się trzymać co wieczór, bo zaczyna się coś dziać złego w jej lewym tyle. W sobotę na szczęście przyjeżdżają znajomi i spojrzą fachowym okiem na kopytka, a także będzie werkowanie :)
Dracena ma jeszcze źrebięcy ogon. Nieczesany u mnie przez pół roku (a faktycznie może i dłużej), poskręcał się w ruloniki. Długo, spokojnie i delikatnie wyczesałam jej każdy kołtunik. Teraz ma fantastyczny ogon. Trochę też go skróciłam, o jakieś 5 cm. Już nie mogę się doczekać kiedy na padoku będzie chodzić z takim ogonem, bo podejrzewam, że dzisiaj wieczorem będzie ponownie kupa słomy w nim. No ale... teraz rozczesywanie będzie coraz łatwiejsze.
Czesanie ogona Mała znosiła dobrze, stała grzecznie, ale pod koniec "zabiegu" bardzo przeżuwała i dużo ziewała. To było jednak przeżycie dla niej.
Na koniec zawinęłam jej nogę wg przykazania doktora.

Nie mogę doczekać się soboty. Przyjedzie A. i P. wspomóc moje werkowanie. Mam nadzieję, że wyniosę z tego jak najwięcej.

2012-02-22; 14:02:58


skomentuj (0)

Kurs PZJ

Jestem w hotelu. To już minął trzeci dzień szkolenia, został jutrzejszy - ostatni. Wrażenia... fajnie. Jest parę minusów i w punkcie organizacyjnym i hotelowym, i szkoleniowym, no ale.. darowanemu... się nie zagląda. Ja jestem zadowolona. Wykładowcy są wspaniali, przekazują wielką wiedzę. Wczoraj ubawiłam się niesamowicie, gdyż był niesamowity marketingowiec.
No ogólnie super :)
Hotel ładny, przyzwoity, a jedzenie przepyszne :)

Tęskni mi się już do koni. Ciekawe jak się miewa Dracena i jej noga. Kobył miała w sobotę tydzień temu USG, z macanek i reakcji wychodzi na zerwanie. Areszt boksowy do końca lutego, owijka uciskająca i czas...
Jak się tak nasłucham o stajniach z halą czy placami do jazdy, czy treningach, czy ogólnie jazdach, to mam taką chęć popracowania z Brokatem, że aż mnie zżera. I wściekam się tylko na wszystko :( i smutek mnie ogarnia....





2012-02-18; 22:40:15


skomentuj (0)

Do trzech razy sztuka... ???

Ostatni weekend stycznia, mimo że Asia wyjechała, poszłam na spacer z końmi do strumyka. O dziwo udało mi się wyciągnąć Radka.  
Ja wzięłam Brokata, Radek Dracenę. Chodziliśmy po polach, a nie ścieżce, więc trcohę zmęczona wróciłam, ale przynajmniej konie się napiły i popracowały nogami. 
W niedzielę było na szybkiego, bo byłam umówiona z PP na teren w Góraszce ;)
Vanek - wałek koleżanki - 18 letni folblucik pokazał, że jeszcze ma krzepę. Raz się spłoszył, kilka razy wybiłby mi zęby, ale ogólnie było miło i sympatycznie. Jedynie ostatni stęp był niefajny, bo było zimno...
No ale czego oczekiwać po mrozach, jakie mamy za oknem. Trochę się rozgrzałam w siodlarni i wróciłam do domu. Zakwasy od twardego siodła miałam ze trzy dni - nie ma to jak mięciutka bezterlicówka.

W poniedziałek po załatwieniu kilku spraw nie związanych z końmi (koty do Koterii na sterylkę, lekarze itp), postanowiłam, że wykorzystam ostatni dzień urlopu i piękne słońce i wzięłam sama konie na spacer. 
Na łące puściłam Dracenę, żeby grzecznie szła luzem za Brokatem, ale ona niestety miała inne plany i postanowiła sobie dziko pogalopować dookoła nas. 
No i się stało - złapała kontuzję nogi. 
Ledwo wróciłyśmy do stajni, bo kobyła prawie nie stawała na nóżkę. Wrzuciłam ja do boksu i popędziłam do domu po derkę, bo też Mała się zgrzała. Po drodze zadzwoniłam do wetki, która mogła przyjechać za 4 godziny... 
Wykonałam polecenia telefoniczne - okłady ze śniegu, a potem z altacetu... zawinęłam nogę i niecierpliwie czekałam na wetkę.
Wieczorem przyjechała, obmacała, zawinęła opatrunek z altacetu i kazała zadzwonić rano z relacją. Podejrzenie było złamanie/pęknięcie kości pęcinowej prawego przodu.
Rano po sprawdzeniu Draceny zadzwoniłam i powiedziałam, że kobyła mocno kuleje, ale staje na nogę, jednak doszłyśmy do wniosku, że jednak zrobimy RTG. 
W południe przyjechał inny lekarz ze Służewca - z RTG. Popatrzył na Małą, pomacał i wymacał ścięgno i więzadła, które były bardziej bolesne niż kość. 
Zrobiliśmy RTG, na którym na szczęście nic nie wyszło, ale niestety wet nie miał przy sobie USG, żeby można było sprawdzić tkanki miękkie w nodze. Z badania organoleptycznego wynikło uszkodzenie/ naciągnięcie/ nadwyrężenie ścięgna i więzadeł, także leczenie pozostało bez zmian - okłady z altacetu 2-3 na dobę.
Dostałam proszek na wzmocnienie tkanek i nakaz stania w boksie minimum 10 dni... Postoi dwa tygodnie i za tydzień poproszę weta o przyjechanie na kontrolę. 
Nie wiem czy robić jej USG teraz czy wystarczy wymacanie, skoro nie będzie porównania, w jakim stopniu było zepsute na początku... To jeszcze zdecydujemy wspólnie, gdyby coś się doktorowi nie podobało w nodze. 
Póki co Dracena ma areszt, ale na szczęście znosi to dość dobrze. 
Dzisiaj coprawda wypruła mi z boksu, ale tylko na korytarz i zaraz wróciła do boksu... Dobrze, że nie na tę grudę na dworzu, bo byłoby źle... 
Zobaczymy jak to wyjdzie dalej, jutro kupię żel naproxen i będziemy smarować przez kolejny tydzień, aż do kontroli. 
Pechowa Mała jest strasznie, ale może do trzech razy sztuka i już będzie dobrze? Oby oby !!

A z dobrych infomacji to mam jedną: 
za dwa tygodnie będę miała kurs z PZJ organizowany przez kadry Przemysłu Końskiego fundowany przez UE, na który zapisywałam się ponad rok temu. Już o tym zdążyłam zapomnieć, a jednak się udało :))
Jest to kurs "Marketing i zarządzanie - ABC funkcjonowania ośrodka jeździeckiego" oraz "Warsztaty z komunikacji" :)
Bardzo się cieszę :)





2012-02-05; 18:28:46


skomentuj (0)

Wyczekiwana wizyta i spacery

W zeszły piątek przyjechała do mnie kumpela i była u mnie aż do czwartku. To był mile spędzony czas, tym bardziej, że Aśka też lubi konie. 
Codziennie chodziłyśmy razem do stajni karmić konie, sprzątać i brałyśmy szkapki na spacerki. 
Jednego dnia osiodłałyśmy Brokata i chwilę powoziłysmy nasze cztery litery w siodle. Brokat niezbyt chętnie szedł, szczególnie pod Asią :)  Koń jednego jeźdźca, haha. No cóż, u niego trzeba sobie zapracować na usłuchanie. 
Spacery były udane, raz szłyśmy drogą kamyczkową, na której niestety śnieg zasypał strzałko-stymulujące kamyczki, ale pokonałyśmy przeszkody w postaci domków i strasznych szczekających psów, jeżdżących i odśnieżających traktorów i w ogóle koniożernych słupów, tabliczek itp. Dracena się gapiła na wszystko, ale była opanowana, Brokat chował się za mnie i sobie fukał pod nosem. 
Najfajniejsze jednak były spacery nad Świder. Trzeba było pokonać wtedy wiele przeszkód. Najpierw drogę, przy której była straszna studnia, potem podwórko z dziwnymi rzeczami, gruzowate ścieżki, górkę, przejście obok stawu, gdzie konie zapadały się w ziemi i glinie po stawy nadgarstkowe (ale były opanowane i to jest sukces), potem miłe pokonywanie śniegu na polu i deptanie sobie ścieżek, oczywiście z popasami dla koni.. Polami doszliśmy do strumyczka, gdzie konie mogły zaspokoić pragnienie (wodę dostają raz-dwa razy dziennie, bo inaczej zamarza). Strumyczek nie zrobił większego wrażenia na żadnym zwierzu. Oba ze spokojem weszły, napiły się i wyszły.  
Większe wrażenie wywarł drewniany mostek nad Świdrem, gdzie słychać i czuć było każdy krok, szum i widok spienionej wody pod mostkiem. Konie popatrzyły, pofukały, ale grzecznie przechodziły w obie strony tym mostkiem :)
Potem już z górki, kilka domków do ominięcia i lasek :)
Także w lecie wyprawy będą z siodła na Brokacie :) mam nadzieję, że już nie będę sama, bo będzie mi raźniej :)

A tu kilka fotek z tego tygodnia :)
Ja na Brokacie:

Brokat po jeździe:

Zabawa z Dracenką:

Brokat nad strumyczkiem:

Dracena nad strumyczkiem:

ja z moją trójcą:

Kochane koniki:

:)




2012-01-28; 13:05:14


skomentuj (1)




..................
Mój blog zdjęciowy ;)
Dracena - baza danych
Dracena - rodowód
Brokat - baza danych
Brokat - rodowód

..................
Aga Rowerem po Mazowszu
Milenka i Fiala Dziennik treningowy
Nezeu Nezeu - pb
Nezeu Nezeu naturalnie
Ewe Ewelina i szkolenie zwierzaków ;)
Thilnen Kasia i jej arabek ;)
Marta Balicka - pb
Teolinek
Asiaa

..................
Equieducation
Towarzystwo Jeździectwa Naturalnego
Forum SPNH